KLIKNIJ!Ponad trzy tygodnie spędził w Stanach Zjednoczonych nasz czołowy zawodnik Kamil Majchrzak. W czasie pobytu wziął udział w dwóch absolutnie topowych turniejach juniorskich oraz rozegrał dużą ilość gier sparingowych.

Wynik sportowy ciężko uznać za medialny. Jednak mamy nadzieję, że sam fakt przystąpienia do rywalizacji z najlepszymi juniorami świata i zdobyte doświadczenie zaprocentuje w dalszym etapie kariery Kamila.


Do USA pojechała trójka czołowych Polaków - Jan Zieliński, Piotr Łomacki i Kamil Majchrzak. Grupą zajmował się trener związkowy Michał Kolarczyk.

 

Pierwszy turniej odbył się na obiekcie słynnej akademii Nicka Bollettieriego  - IMG. Do Bradenton Kamil powrócił po dwóch latach. Jako czternastolatek udanie powalczył w Eddie Herr International Junior Tennis Championships docierając do ćwierćfinału singla i finału debla. W tym roku mógł powalczyć w kategorii do lat 16 i być może powtórzyłby osiągnięcie, jednak od dawna pracuje na ranking juniorski ITF.

Niestety nie udało się dostać do turnieju głównego i o awans należało powalczyć w eliminacjach. Nie sposób wymienić wszystkich narodowości, których flagi znalazły się przy nazwiskach w drabinkach turniejowych. Swój pierwszy mecz nasz zawodnik rozegrał z reprezentantem Venezueli Rolando Torrelasem. Szumi pokonał pewnie przeciwnika 6/3 6/0.

Niestety do finałowej rundy dotrzeć się nie udało. Zamiast Kamila znalazł się tam jego kolejny rywal, reprezentant USA Henry Craig. Amerykanin okazał się klasowym zawodnikiem. Jednak wynik 1/6 3/6 nie oddaje przebiegu meczu. Bardziej świadczy o tym fakt, że walka trwała 2 godziny, a tylko dwa gemy z rozegranych szesnastu nie kończyły się grą na przewagi. W decydujących momentach zawodnik gospodarzy okazał się skuteczniejszy.


Nieco lepiej poszło w turnieju deblowym. Ciekawostką jest, że Kamil i jego partner Janek Zieliński z powodu zbyt niskich rankingów nie dostali się do niego w momencie zakończenia weryfikacji. Drzwi uchyliły się następnego dnia. Wobec absencji jednej z par Polacy zostali dopisani do drabinki z adnotacją "alternate".

Niewiele zabrakło, by chłopcy w tej rywalizacji nieźle namieszali. W pierwszym meczu pewnie pokonali Michaela Mmoha (USA) i Tommy Mylnikova (CAN) 6/3 6/0. W drugiej rundzie przyszło im rywalizować z parą nr 1 Borna Coric (CRO)/Elias Ymer (SWE). O zapisaniu gema na konto którejś z par zazwyczaj decydowała "złota piłka". W pierwszym secie Kamil i Janek skuteczniej rozgrywali końcówki. Niestety w drugiej lepsi byli rywale. O awansie do dalszej rundy zadecydował supertiebreak, który źle się dla nas niestety ułożył. Ostatecznie zwyciężyła turniejowa jedynka 3/6 6/2 10/3.

Z Bradenton reprezentanci Polski przenieśli się do Miami, by wziąć udział w turnieju nazywanym nieoficjalnymi mistrzostwami świata - Orange Bowl International Tennis Championship. Mimo najwyższej rangi turnieju, dorównującej juniorskim wielkim szlemom wychowanek Macieja Wściubiaka "załapał się" do main draw.


Trafił na półfinalistę wyżej opisanego turnieju, Egipcjanina Mazena Osamę. Ciekawostką jest fakt, że rywal ten gra dwuręcznym forehandem. Czyni to jednak bardzo skutecznie o czym przekonało się już wielu tenisistów, w tym niestety Szumi.

Walka jednak była zacięta. W pierwszym secie lepiej prezentował się zawodnik Winnera i zwyciężył 6/3. Niestety mecz przerwano ze względu na deszcz. Wznowienie nastąpiło już przy sztucznym oświetleniu. Nie wiadomo co byłoby gdyby...  W kolejnych dwóch odsłonach po 6/3 tryumfował Egipcjanin i to on cieszył się z awansu do następnej rundy.


Nieszczególne okazało się losowanie debla. Kamil i Janek wpadli w pierwszej rundzie na półfinalistów Eddie Herr-a Chińczyków Weiqiang ZHENG/Siyu LIU. Kolejny raz do szczęście zabrakło bardzo niewiele. Przy stanie 6/4 5/3 już ostrożnie wybiegaliśmy myślami do następnego starcia z rozstawionymi z 1 Włochami. Tymczasem meczu nie udało się domknąć. Zwyciężyli rywale z Chin 11/9 w supertiebreaku.


Po wyjeździe do USA ciężko prognozować na przyszłość. Absolutna światowa czołówka jest daleko i blisko zarazem. Dowodzą tego dobre wyniki sparingów z zawodnikami z USA, Japonii, Chin, Malezji czy Ukrainy. Pozostaje nam więc z jeszcze większą ciekawością czekać na dalszą część sezonu i kolejne starty w mocno obsadzonych turniejach.