W Dzienniku Łódzkim z dnia 28 marca 2008 roku ukazał się obszerny wywiad z instruktorem PKTZ Winner - Maciejem Wściubiakiem. Zapraszamy do lektury.

 

Piotrkowianin Maciej Wściubiak jeszcze niedawno sam walczył na kortach i to z powo­dzeniem. Sukcesów może mu pozazdrościć niejeden młody zawodnik. Dobrze rozwijającą się karierę przerwała kontu­zja, ale z miłości do tenisa trudno się wyleczyć. Dziś Wściubiak uczy innych i jak mówi, nabrał znów chęci do życia.

 

 

25-letni Maciej Wściubiak dzisiaj jest studentem czwar­tego roku Akademii Święto­krzyskiej w Piotrkowie. Studiuje zacznie, bo tenis pochła­nia większość jego wolnego czasu. Tak było od zawsze. Ra­kietę po raz pierwszy wziął do ręki w wieku 8 lat. Jego talent rozwijał się harmonijnie, a sukcesy można długo wymie­niać. Pierwsze zaczął odnosić jako nastolatek. W 1995 roku zdobył złoty medal na Zimo­wych Drużynowych Mistrzo­stwach Polski, które odbywały się w Łodzi. W tym samym ro­ku na Letnich Drużynowych Mistrzostwach Polski wywal­czył srebrny medal. Dla mło­dego chłopca początek kariery wydawał się więc idealny.

Koniec kariery

 

Maciej postanowił iść za ciosem. Kolejne, poważne sukcesy miały dopiero nadejść. W wieku zaledwie 13 lat został zwycięzcą Piotrkowskich Mistrzostw Seniorów,

- Było to dla mnie wielkie przeżycie i wyróżnienie - opowiada. - Wspominam te chwile z radością. - Do tej pory jestem najmłodszym  zwycięzcą   tego corocznego turnieju - dodaje.

Następne sukcesy były tylko kwestią czasu. W 1997 roku jako jedyny piotrkowianin był reprezentantem Polski podczas rozgrywanych Niemczech w Drużynowych Mistrzostw Europy do lat 14. Na Olimpiadzie Młodzieży we Wrocławiu w 1998 roku zdobył brązowy medal. Przed młodym tenisistą z Piotrkowa świat stał otworem. Do ważniejszych sukcesów w tak dobrze rozwijającej się karierze zaliczyć trzeba siedmiokrotne wygranie Mistrzostw Makroregionu Centralnego w różnych kategoriach wiekowych.

 

- Mile wspominam również nagrodę „fair play", którą otrzymałem w 1997 roku z rąk ówczesnego premiera Włodzimierza Cimoszewicza. Ta nagroda jest dla mnie tak samo ważna, jak wszystkie medale, puchary, które wygrałem w czasie swojej kariery zawodniczej - mówi Maciej Wściubiak.

 

Dobrze zapowiadającą się karierę przerwała ciężka kontuzja. Miał wtedy 18 lat. Operacja nogi wykluczyła mnie z wyczynowego sportu. Na kortach nie pojawiałem się przez ponad dwa lata - opowiada tenisista. Po powrocie do zdrowia nie odzyskał dawnej świetności.W jego głowie pojawił się pomysł, by skończyć z karierą zawodniczą i zająć się trenowaniem innych.

 

Pomysł na życie

 

Maciek przyznaje, że nie jest łatwo, gdy w tak młodym wieku trzeba przerwać karierę.

Postanowił jednak zaryzykować i dziś z pewnością nie żałuje podjętej nie tak dawno, bo rok temu decyzji. W ubiegłym roku stał się głównym inicjatorem założenia Prywatnego Klubu Tenisa Ziemnego Winner. Głównym bodźcem do jej założenia było bardzo duże zainteresowanie tenisem.

 

- W Piotrkowie chcą się uczyć grać zarówno młodsi jak i starsi i chcą to robić na profesjonalnych treningach prowadzonych przez doświadczonego instruktora - mówi Maciej. Moim atutem jest to, że mimo młodego wieku mam spore doświadczenie. Sam, jeszcze nie tak dawno byłem czynnym tenisistą i wiem, jak uczyć skutecznie i fachowo - przekonuje.

 

W szkółce, którą prowadzi, proponuje zajęcia w kilkuosobowych grupach i indywidualne. Uczy już przedszkolaki, ale swoich sił mogą spróbować także dorośli, nawet ci, którzy wcześniej zmagania tenisistów oglądali tylko w telewizji.

 

Jako trener dba także o zajęcia ogólnorozwojowe. - Takie zajęcia są bardzo ważne. Kształtują one prawidłową sylwetkę dziecka, jak również koordynację, niezbędną w grze w tenisa ziemnego - komentuje.Trener pracuje, uczeń chce grać.

 

Maciek studiuje pedagogikę, ze specjalnością: pedagogika bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego. –

 

 

 

Studiuję zaocznie, także jest mi łatwiej, ponieważ większość treningów mam w tygodniu, a w weekendy prowadzę zajęcia wieczorem po szkole, o 21. Problem zaczyna się wtedy, gdy w tym czasie odbywają się turnieje. W takiej sytuacji najczęściej odpuszczam zajęcia i jadę z zawodnikami na zawody. Wyjątkami są zaliczenia i egzaminy - opowiada. Ale jak dodaje, pogodzenie nauki z pracą nie jest łatwe. Zajęcia zdarza mi się często opuszczać. W odrabianiu zaległości pomaga mi bardzo moja dziewczyna Alicja, która także studiuje na tej samej uczelni. Nie wszyscy wykładowcy wiedzą, że prowadzę szkółkę tenisa. Ci, którzy wiedzą, raczej bardziej mi pomagają niż przeszkadzają. Są wyrozumiali - dodaje młody trener.

 

 

Najważniejsze, że tenis na nowo zaczął go pasjonować.Dzięki szkółce nabrał chęci do życia, stawia przed sobą oraz  swoimi zawodnikami ambitne i cele.

 

 

Chciałbym być wzorem dla moich wychowanków, którzy stawiają dopiero pierwsze kroki w tenisie - opowiada. - To co jest dla mnie najważniejsze, to być takim trenerem i w taki sposób prowadzić zajęcia, aby każdy mój zawodnik nie mógł doczekać się następnego treningu.

Zdaję sobie sprawę z tego, że najbardziej do dobrej, systematycznej pracy motywuje tenisistę odpowiednia praca trenera - kończy.